niedziela, 19 lutego 2017

Pielęgnacja skóry po ciąży - ochrona przed rozstępami

Na blogu publikowałam już kilka postów jak powinna wyglądać pielęgnacja skóry podczas ciąży, aby nie pojawiły się rozstępy. Możecie przeczytać o tym np TU, TU i TU. Ten okres jest już za mną i muszę wam powiedzieć, że regularne wsmarowywanie olejków przyniosło zamierzone efekty i na moim ciele podczas ciąży nie pojawiły się rozstępy. Pojawienie się dziecka na świecie to jednak nie koniec pielęgnacji, ponieważ rozstępy pojawiają się nie tylko wtedy, kiedy skóra się rozciąga, ale także wtedy, kiedy się gwałtownie kurczy. Tak więc bądźcie czujne, bo wraz z pojawieniem się dziecka mogą przyjść niechciane rozstępy nawet jeśli w ciąży żaden się nie pojawił. Jak się od tego ustrzec?



Tu znów pojawia się słowo - REGULARNOŚĆ. Systematyczna praca nad ciałem w postaci peelingu i masażu olejkami lub kremami potrafi zdziałać cuda.

Ja po ciąży zaczęłam stosować kosmetyki firmy Palmers przeciw pojawieniu się rozstępów i krem z aktywatorem młodego kolagenu z serii  Mama's, polskiej firmy Diagnosis. 

Każdy z tych kosmetyków jest inny.

Krem do masażu Palmers jest najgęstszy ze wszystkich kosmetyków jakie stosowałam. Najlepiej smarować nim brzuch na noc i pozwolić na powolne wchłonięcie się preparatu. Zarówno krem jak i lotion Palmers są koloru jak karmel i pachną słodko. Trochę jakby kakaowo, czekoladowo, w każdym razie bardzo przyjemnie. Lotion Palmers jest dużo lżejszy od kremu i można go stosować na dzień. Wchłania się szybciej, ale mam wrażenie, że trochę gorzej uelastycznia skórę. Poręczna pompka na pewno ułatwia aplikację kosmetyku na skórę.

Zupełnym przeciwieństwem kosmetyków Palmers jest krem z aktywatorem młodego kolagenu z Diagnosis. Krem jest biały i dość rzadki. Ja stosowałam go na dzień, bo bardzo szybko się wchłaniał. Świeży zapach i lekka konsystencja to jego mocne strony. Producent zapewnia, że krem zapobiega powstawaniu rozstępów i zmniejsza już te istniejące. Można go nabyć na stronie Mama's

Jak aplikowałam kremy na skórę?


Wiadomo, że po ciąży najbardziej newralgicznym miejscem jest brzuch. Tu skóra kurczy się najszybciej więc jest duże prawdopodobieństwo, że pojawią się rozstępy. Ważna jest regularność, dlatego ja odkąd urodziłam córkę aż do teraz (to już 5 miesięcy) nakładam codziennie rano i wieczorem wyżej opisane kosmetyki. Konieczne jest wykonanie okrężnego masażu przez kilka minut. Na noc stosuję krem Palmers, a na dzień naprzemiennie lotion Palmers lub krem Diagnosis. Stosując te kosmetyki nie pojawiły się na moim brzuchu rozstępy więc uważam, że kremy spełniają swoje zadanie. Dodatkowo skóra jest bardziej jędrna i jakby bardziej gęsta. 

Z czystym sumieniem mogę polecić wszystkie 3 wyżej opisane kremy. Wybierzcie coś dla siebie! Jestem też ciekawa jak wy pielęgnowałyście skórę po ciąży. Napiszcie w komentarzach.

czwartek, 16 lutego 2017

Podrażniona skóra dłoni? Zrób samodzielnie naturalny, odżywczy krem do rąk. To bardzo proste! - DIY

Zima to trudny czas dla naszej skóry. Ciągłe mrozy, wiatr i śnieg wysuszają delikatny naskórek na dłoniach. Jeśli tak jak ja zimą cierpisz na podrażnioną skórę na dłoniach, polecam ci wykonanie w domu naturalnego i bardzo odżywczego kremu. Robiłyśmy go w styczniu na warsztatach i z opinii kursantek wiem, że one również są zadowolone z tego kosmetyku.



Co będziemy potrzebować?

Faza olejowa:
  • 5 g oleju ze słodkich migdałów
  • 2 g oleju jojoba
  • 10 g masła shea
  • 3 g biobazy emulgującej
  • 1 g alkoholu cetylowego
Faza wodna:
  • 30 g naparu z rumianku
  • 1/4 łyżeczki gliceryny
Dodatkowo:
  • witamina E – 27 kropelek
  • biokonserwant
Akcesoria:
  • waga kuchenna, 
  • termometr np taki (KLIK), 
  • 2 miseczki, 
  • szklanka, 
  • garnek z wodą do kąpieli wodnej, 
  • łyżka, 
  • mikser lub blender

Dlaczego takie składniki?


Olej ze słodkich migdałów jest olejem neutralnym, nadaje się do wszystkich rodzajów skóry, także niemowląt. Jest więc bardzo delikatny, a o to nam chodzi przy podrażnionej skórze dłoni. Masło shea ma tłustą konsystencję i doskonale ochroni dłonie przed zimnem i mrozem. Olej jojoba odżywia, zmiękcza, nawilża i natłuszcza skórę. Zawiera witaminy A, E, F. Rumianek, jak fazę wodną, wybrałam dlatego, że działa kojąco na skórę. Jest to szczególnie ważne przy spierzchniętej skórze na dłoniach.

Gdzie kupić składniki?


Źródeł gdzie można nabyć półprodukty jest wiele, ale ja polecam wam sprawdzone sklepy, gdzie oleje i masła są nie tylko w dobrej cenie, ale również są wysokiej jakości.

  1. bliskonatury.pl
  2. ecospa.pl
  3. e-naturalne.pl



Sposób przygotowania.


Zapoznaj się też z przepisem na szlachetny krem do twarzy (KLIK), tam dokładnie krok po kroku opisałam jak przygotować stanowisko pracy przed zrobieniem kremu.

  1. Oleje, biobazę emulgującą i alkohol cetylowy rozpuszczamy w kąpieli wodnej. Podgrzewamy do czasu aż wszystkie składniki się połączą ( ok 60 stopni). Po rozpuszczeniu składników wyjmujemy miskę z kąpieli wodnej i odstawiamy na bok.
  2. Przygotowujemy fazę wodną. W naczyniu zaparzamy rumianek i zostawiamy pod przykryciem do naciągnięcia.
  3. Faza wodna i olejowa przed połączeniem muszą mieć taką samą temperaturę (ok 50 stopni)
  4. Fazę wodną wlewamy do wysokiego naczynia i zaczynamy miksować. Małym strumieniem dolewamy fazę olejową. Po dodaniu całości miksujemy jeszcze ok 2 minut.
  5. Krem z początku przybierze postać mleka, potem gęstej śmietany.
  6. Kiedy połączymy obie fazy i temperatura kremu spadnie do ok 40 stopni, dodajemy witaminę E i ekokonserwant. Chwilę miksujemy, aby składniki się połączyły.
  7. Gotowy krem przekładamy do pudełka. Zakręcamy i odstawiamy w chłodne miejsce do ostygnięcia.

Uwaga:


Ekokonserwant dodajemy, aby przedłużyć trwałość kremu. Z konserwantem krem przechowujemy w chłodnym, zacienionym miejscu. Jego trwałość to ok 6 miesięcy. Bez konserwantu krem musi być przechowywany w lodówce. Jego trwałość to zaledwie tydzień. 

I jak wam się podoba przepis na odżywczy krem do rąk? Zrobicie swój w domu? Jeśli tak, to koniecznie pochwalcie się nim, wysyłając zdjęcie na wielki.kufer@gmail.com


środa, 15 lutego 2017

Lutowe warsztaty tworzenia naturalnych kosmetyków - 25.02.2017 Slow Cafe Gdynia

Kochani! Zapraszam na lutowe warsztaty tworzenia naturalnych kosmetyków. Już 25 lutego (sobota) o 18:00 tradycyjnie w Kawiarni Slow Cafe w Gdyni spotkamy się by poczynić naturalne kosmetyki. Tym razem zrobimy miętowy krem do stóp, odżywczy olejek do skórek i paznokci z witaminami i woski do kominków a'la Yankee Candle. Będą też prezenty, bo zbliża się Dzień Kobiet.



Koszt uczestnictwa: 70 zł/osoba

Istnieje możliwość uczestnictwa z dzieckiem. Ilość miejsc jest ograniczona.

Zapisy: wielki.kufer@gmail.com

Link do wydarzenia na Facebooku: KLIK

niedziela, 12 lutego 2017

Wypadające włosy po ciąży - co jeść, co pić, co wcierać by włosy szybciej odrosły

Nadchodzi ten przepiękny czas, kiedy w domu pojawia się nowy członek rodziny - dziecko. Cieszysz się ogromnie i nie przejmujesz brakiem snu, niedojedzonym śniadaniem czy chodzeniem w piżamie przez pół dnia. Wszystko jest OK dopóki nie zauważysz na swojej szczotce mnóstwa włosów, które po prostu sobie wypadły. Pojawia się rozgoryczenie i niepokój, bo przecież przez całą ciążę włosów przybywało, były gęste i błyszczące, a teraz wypadają na potęgę. Spokojnie! To normalne około 3-4 miesiąca po porodzie i wypadanie jest tylko okresem przejściowym. 

Dlaczego włosy po ciąży wypadają?

Cykl życia włosa w osób niebędących w ciąży składa się z 3 etapów
  1. Anagen - faza wzrostu włosa, która trwa od 2 nawet do 8 lat. W tej fazie znajduje się większość włosów na naszej głowie
  2. Katagen - okres przejściowy, podczas którego włos przestaje rosnąć i przygotowuje się do wypadnięcia.Ten etap trwa ok 2 tygodni.
  3. Telogen - czas spoczynku mieszka włosowego. Ten etap trwa od 2-4 miesięcy.
Podczas ciąży proces ten wygląda nieco inaczej, a wszystkiemu winne są hormony. Poziom estrogenów jest podwyższony, przez co mieszki włosowe nie przechodzą w fazę katagenu. W związku z tym "stare" włosy nie wypadają, a nowych przybywa. Widzimy więc że jest ich więcej. Dwa, trzy miesiące po porodzie zaczyna spadać poziom estrogenu, dlatego włosy zaczynają gwałtownie wypadać.  Wypadają te, które nie wypadły podczas 9 miesięcy ciąży, i te, które wypadłyby właśnie teraz. Dlatego mamy wrażenie, że włosów ubywa bardzo szybko.

Czy włosy mi odrosną?

To bardzo często zadawane pytanie w rozmowach lub na forach w Internecie. Oczywiście, że odrosną, ale zajmie to trochę czasu. Można nic nie robić i cierpliwie czekać aż nowe baby hair się pojawią, ale można też wspomóc się dietą bogatą w witaminy oraz zastosować kosmetyki, które pomogą nam we wzmocnieniu włosów.




Co jeść i pić, aby wzmocnić nowe włosy?

O włosy należy dbać nie tylko od zewnątrz, ale przede wszystkim warto zadbać o zdrową, bogatą w składniki odżywcze dietę. Na naszym talerzu powinny zagościć warzywa, ryby, orzechy i migdały. Włosy potrzebują witamin A, E, B, cynku, selenu, miedzi i krzemu by stać się mocne, błyszczące i wyglądać zdrowo.

Na problem z włosami pomogą także ziołowe herbaty - pokrzywa, skrzyp polny lub specjalna herbatka krzemionkowa. Wszystkie te zioła są dostępne w sklepach ze zdrową żywnością lub sklepach zielarskich. Ja szczególnie upodobałam sobie herbatę krzemionkową. To mieszanka ziela poziewnika, kłącza perzu, ziela miodunki, pokrzywy i owsa w różnych proporcjach. Regularne jej picie dostarcza duże dawki krzemu, który zapobiega wypadaniu włosów i wzmacnia nowe baby hair.


Dodatkowo warto zakupić siemię lniane, które nie tylko przyspiesza porost włosów, ale też działa zbawiennie na cerę. Najlepiej wieczorem 1 łyżkę siemienia zalać gorącą ale nie wrzącą wodą (ok 3/4 szklanki) i zostawić pod przykryciem na noc. Rano wymieszać i wypić mieszankę. Ważne jest by siemię było całe, nie mielone lub odtłuszczone. Warto też dokładnie pogryźć ziarenka lnu.


Oprócz diety i naparów ziołowych warto podziałać na wzmocnienie włosów od zewnątrz.






Co wcierać w skórę głowy by włosy się wzmocniły?

Przede wszystkim trzeba zacząć od dobrego oczyszczenia skalpu ze złogów. Stara skóra zalegająca na głowie uniemożliwia dostarczanie odpowiedniej ilości tlenu do nowych cebulek. Włosy mogą się szybciej przetłuszczać i wyglądać na słabe. Można samodzielnie w domu wykonać peeling do skóry głowy np. na bazie drobnego cukru i oliwy lub kupić gotowy produkt. Ja postawiłam na Bionigree czyli polskie naturalne kosmetyki do włosów i skóry głowy. Stosowałam ich serum do włosów i skóry głowy.

Naturalne serum oczyszczające BIONIGREE BASIC_01 to kosmetyk trychologiczny (specjalistyczny kosmetyk do pielęgnacji skóry głowy i włosów) o działaniu oczyszczająco-ochronnym, przeznaczony do użytku zewnętrznego, do wszystkich rodzajów skóry. To preparat o działaniu złuszczającym, przeciwłupieżowym, antybakteryjnym i przeciwwirusowym. Łagodzi podrażnienia skóry głowy, oczyszcza ją z nadmiaru zrogowaciałego naskórka, rozpuszcza łój zalegający w mieszkach włosowych, reguluje pracę gruczołów łojowych, ułatwiając wchłanianie substancji odżywczych. Już po pierwszej aplikacji serum, włosy unoszą się u nasady, zwiększając swoją objętość i dając niepowtarzalne uczucie odświeżenia. (czytamy na stronie bionigree.pl)


Serum ma postać płynu o barwie bursztynowej. Aplikacja produktu jest bardzo prosta. Wystarczy przed myciem zaaplikować kilka pipetek z produktem na skórę głowy, wykonać krótki masaż i po około 15 minutach można już umyć włosy jak zwykle. Serum dzięki zawartości mentolu daje niesamowite uczucie świeżości. Mogę nawet śmiało powiedzieć, że po zastosowaniu odczuwa się różnicę i ma się wrażenie, że skóra na głowie nareszcie zaczęła oddychać. Serum zawiera też olejek z czarnej porzeczki, który oprócz właściwości pielęgnacyjnych przepięknie pachnie. Ja serum zaliczyłabym do kategorii peelingów enzymatycznych, ponieważ dzięki zawartości kwasów AHA serum rozpuszcza martwy naskórek na głowie, pomaga skórze oddychać i poprawia ukrwienie w skórze głowy. Jest to niezwykle istotne, ponieważ dobre ukrwienie daje gwarancję, że nowe włosy będą zaopatrzone we wszystkie niezbędne produkty potrzebne do prawidłowego wzrostu. Dzięki temu od samego początku będą rosły zdrowe i lśniące.


Serum stosuję 1-2 razy w miesiącu. Po pewnym czasie zauważyłam pewne uzależnienie od produktu i czuję, że skóra domaga się zabiegu z użyciem "peelingu enzymatycznego" Bionigree. Zawsze po zastosowaniu włosy są bardziej puszyste, bardziej miękkie a skóra na głowie gładka. Zauważyłam też, że przy regularnym stosowaniu produktu włosy mniej się przetłuszczają.


Zapewne interesuje was skład tego produktu:


Składniki według INCI: aqua, potassium oleate, potassium cocate, glycerin, potassium citrate, citric acid, ethyl linolenate, ethyl linoleate, ethyl oleate, ethyl palmitate, ethyl stearate, ethyl alcohol, menthol, bilberry fruit extract, sugar cane extract, orange fruit extract, lemon fruit extract, sugar maple extract, rosmarinus officinalis oil, parfum.


Produkt dostępny jest na stronie producenta i na popularnym serwisie aukcyjnym.


Kolejnym produktem do stosowania na skórę głowy jest wcierka Z Apteczki Agafii  z serii rosyjskich kosmetyków. To brązowy płyn o ziołowym zapachu w butelce z atomizerem. Stosowałam ją co drugie mycie. Jest to serum przyśpieszające porost włosów z papryczką chilli, która ma wspomóc przepływ natlenionej krwi w skórze. Producent zaleca by mgiełkę rozpylać na suchych włosach, ale u mnie to się nie sprawdziło. Włosy po takiej aplikacji wyglądały na nieświeże, dlatego zmieniłam sposób aplikacji kosmetyku.Mgiełkę rozpylałam na umytych i odrobinę wilgotnych włosach i wykonywałam krótki masaż. Włosy po mgiełce zaczęły rosnąć jak oszalałe! Po ciąży na skroni zauważyłam łysy placek, który z początku przyprawił mnie o zawał serca! Serio! Na szczęście co drugi dzień wmasowywałam w to miejsce mgiełkę ziołową i teraz w tym miejscu mam mnóstwo baby hair! Odetchnęłam z ulgą. Wcierkę rosyjską kupiłam w sklepie ze zdrową żywnością za naprawdę nieduże pieniądze. Uważam ją za HIT i na pewno się z nią nie rozstanę.


A jak prezentuje się skład?

Althaea Officinalis Extract, Shizandra Chinesis Officinalis Oil, Panax Ginseng Extract, Melissa Officinalis Leaf Oil, Arctium Lappa Root Extract, Urtica Dioica Extract, Betula Alba Extract, Yeast Extract Capsicum Anuum Fruit Extract, Climbazole, Allantonin, Pantothenic Acid, Neolone.

Polecam także stosowanie wcierki Jantar, która znana jest ze swoich dobroczynnych właściwości. Także pobudza cebulki włosowe, wspomaga wzrost włosów i dotlenia skalp. Niestety dla mnie poważnym minusem tej wcierki jest brak dozownika. Wcierka Jantar rozlewa się po dłoni i ciężko ją zaaplikować na skórę. Na szczęście mam kilka sposobów jak poradzić sobie z tak niesforną butelką. O tym jak aplikować wcierki pisałam tutaj.

Analizę składu wcierki Jantar znajdziecie np u Aliny (KLIK)

Ostatnią propozycją na pobudzenie wzrostu włosów jest wykonanie wcierki z kozieradki. Przygotowujemy ją podobnie jak siemię lniane tzn 1 łyżkę kozieradki zalewamy 3/4 szklanki wody i po zaparzeniu odcedzamy. Płyn przelewamy do butelki z atomizerem i spryskujemy skórę głowy. Ważny jest masaż, by płyn kozieradkowy wsiąknął w skalp. Systematyczne stosowanie naprawdę działa cuda! Włosy stają się mocniejsze, mniej wypadają. Jedyny minus to zapach - kurczakowo-rosołowy, ale myślę, że można się do niego przyzwyczaić.

Tyle ode mnie. Powyżej opisane sposoby u mnie się sprawdziły, a największymi hitami są serum Bionigree i rosyjska wcierka. Jestem ciekawa jakie wy macie sposoby na pobudzenie wzrostu włosów i wzmocnienie ich. Napiszcie o tym w komentarzu.

poniedziałek, 6 lutego 2017

Z miłości do wydawania pieniędzy... - #eksperymentujesz

Pod koniec styczniu dołączyłam do akcji #eksperymentujesz i dziś chcę poruszyć temat związany z miłością. Kochamy zazwyczaj drugiego człowieka lub zwierzę. Bywa też że miłością darzymy ważne dla nas miejsce lub coś specjalnego do jedzenia. Możemy też pałać miłością do rzeczy. A czy można kochać pieniądze a konkretnie ich wydawanie? Zapraszam na wpis.




Żyjemy w czasach kiedy pieniądz rządzi światem. Bez brzęczących monet nie można praktycznie nic zrobić, bo przecież nie ma nic za darmo. Od początku świata istniała sprzedaż, najpierw jako handel wymienny, potem za gotówkę. Temat pieniędzy przewija się więc od zawsze i już małe dzieci wiedzą czym jest bilon i do czego służą pieniądze. Pieniądze są środkiem płatniczym i to nikogo nie dziwi. W końcu musimy posiadać coś, co będzie można wymienić na towar lub usługę. 

Mam jednak wrażenie, że żyjemy w czasach kiedy ów środek płatniczy traci na wartości. Kiedyś była zasada - jeśli cię nie stać, nie kupuj. Teraz, kiedy mamy swobodny dostęp do kredytów i pożyczek, pieniądze stały się bardzo łatwo dostępne i mało kto przywiązuje do nich dużą wagę. Nie stać cię? Idź do banku po kredyt lub pożyczkę -  takie mamy teraz myślenie. Nie krytykuję brania kredytów na mieszkanie, bo każdy powinien tą kwestię przeanalizować samodzielnie. W końcu mieszkanie to dach nad głową, a to każdy z nas powinien mieć zapewnione. Przeraża mnie natomiast łatwość w wydawaniu pieniędzy i branie pożyczek na realizację zachcianek.

Kochamy wydawać pieniądze! Widać to szczególnie przed świętami, kiedy w telewizji, i gazetach częściej ukazują się reklamy dotyczące kredytów i pożyczek. Wtedy też prawdziwe staje się przysłowie "zastaw się, a postaw się". Ludzie jak szaleni latają po sklepach w poszukiwaniu drogich prezentów dla bliskich, wyszukanych potraw i nowych kreacji, bo nie wypada pójść w tej samej sukience co rok temu. Tym samym cała magia świąt znika i święta zaczynają nas męczyć. A przecież nie ważne czy na stole będzie 10 czy 12 potraw, krewetki i kawior czy tylko zwykły karp. Nie istotne czy mamy zieloną czy czerwoną sukienkę. Najważniejsza w święta jest atmosfera, czas spędzony z rodziną. Szkoda tylko, że dla wielu osób ważniejszy jest bogato zastawiony stół, drogie i wyszukane prezenty i to, co powie ciocia Wiesia i wujek Stefan ze stolycy. 😀

A co dzieje się zaraz po świętach jak sklepy są ponownie otwarte? Tłumy ludzi przeciskają się w hipermarketach i w galeriach handlowych, tak jakby zaraz miał być koniec świata albo sklepy były przyjemniej miesiąc zamknięte. Kręcimy się bez celu po alejkach i butikach kupując coraz to nowe rzeczy i wydając pieniądze. 

To samo można zauważyć podczas wyprzedaży. Nie ważne czy potrzebujemy czarnej koszuli czy też nie, kupujemy bo jest tańsza o kilka złotych. 

Kupujemy, gromadzimy, bo było o kilka złotych taniej, bo ciągle mamy potrzebę posiadania najnowszych gadżetów. Trwonimy pieniądze na potęgę i dopiero potem zastanawiamy się czy ta czy tamta rzecz jest nam potrzebna. Ubrania z nieodciętymi metkami wiszą w szafie, kilka par podobnych butów stoi w kącie, a najnowszym gadżetem nasze dziecko pobawi się tydzień i rzuci w kąt, bo znalazło coś innego.

A gdzie w tym wszystkim zdrowy rozsądek, odkładanie pieniędzy na konto, oszczędzanie na realizację marzeń lub tak zwaną czarną godzinę? Czy rzeczywiście musimy wydawać co do grosza? I dlatego właśnie w  lutym, w ramach akcji #eksperymentujesz chciałabym pochylić się nad tematem wydawania i oszczędzania pieniędzy. Co ty na to?

Luty jest doskonałym miesiącem na rozpoczęcie oszczędzania. W styczniu zazwyczaj cierpimy na brak wolnych środków, bo nowy rok to podwyżki cen i opłaty na samochód, ubezpieczenie itp. W lutym natomiast stajemy na nogi i właśnie dlatego warto zacząć oszczędzać od teraz!


Od czego zacząć?

1. Postaw sobie cel. Wakacje? Nowy rower a może wyciskarka do owoców? Zastanów się na co w pierwszej kolejności chciałabyś uzbierać pieniądze. Zapisz cel w notesie by nabrał większej wartości. Mój cel to studia podyplomowe, których koszt to 3500 zł

2. Zastanów się nad metodą oszczędzania. Może metoda słoikowa albo konto oszczędnościowe?

3. Pomyśl, co jeszcze możesz zrobić by twój cel stał się jak najszybciej realny. Może masz możliwość podjęcia dodatkowej pracy? 

4. Przejrzyj rzeczy, które posiadasz. Może masz książki, ubrania lub płyty, które nie są ci potrzebne, a które warto sprzedać i zaoszczędzone pieniądze przeznaczyć na realizację marzenia?

5. Zanim kupić nową rzecz, przemyśl czy rzeczywiście jest ona niezbędna. Być może po chwili namysłu zrezygnujesz z zakupu, a pieniądze, które zostaną w twoim portfelu przeznaczysz na realizację planu.

6. Szukaj oszczędności! Być może w banku, w którym masz konto przygotowali dla ciebie atrakcyjną ofertę obniżenia opłat za prowadzenie konta albo kończy ci się umowa na telefon, Internet i możesz wynegocjować korzystniejsze warunki?

Mój cel na luty - zaoszczędzić najwięcej ile się da, aby cel, którym są studia podyplomowe stał się jak najszybciej realny

Na koniec zapraszam Was do innych blogerek biorących udział w lutowym eksperymentowaniu. Zobaczcie jakie one podjęły wyzwania: