środa, 18 stycznia 2017

Pokonałam zakupoholizm! Ale wszystko od początku...

W pierwszym styczniowym poście pisałam, że chciałabym na blogu poruszyć ważny dla mnie temat, na który wcześniej nie miałam odwagi. Chodzi o zakupoholizm czyli nałogowe i kompulsywne robienie zakupów. Może to być kupowanie ubrań,  kosmetyków, żywności czy innych rzeczy. Mnie dotyczyło kupowanie kosmetyków, a wszystko zaczęło się w 2009 roku za sprawą bardzo stresującej pracy. Stres, który mnie dotyczył wynagradzałam sobie zakupami w drogerii. Z początku były to niewinne zakupy rzeczy, które potrzebowałam: tusz do rzęs, balsam do ciała, krem. Niestety potrafiłam drogerie odwiedzać kilka razy w tygodniu i dublować zakupy. Zapasy kosmetyków zaczęły rosnąć, bo nie byłam w stanie zużywać tak szybko jak kupowałam. Z początku było to nawet pasjonujące. Kolekcjonowałam kosmetyki, byłam na bieżąco z nowościami i promocjami. Traktowałam to jako hobby i nie widziałam zagrożenia. Zaczęłam recenzować kosmetyki na wizażu (tzw. KWC na wizaz.pl), potem założyłam bloga. Chciałam doradzać co warto kupić, a czego lepiej unikać. I tak w 2011 roku powstał blog Wielki Kufer. Niestety prowadzenie bloga spowodowało że zaczęłam kupować jeszcze więcej. Chciałam być na bieżąco ze wszystkimi nowościami, jako pierwsza recenzować nowe kosmetyki, informować o promocjach. Zapasy rosły i miałam nad nimi coraz mniejsza kontrolę. Kilka razy na blogu pisałam o swoim dobytku. Możecie przeczytać o zapasach np. tutaj.



Wspomniana pod linkiem liczba 117 nieotwartych kosmetyków jakoś nie specjalnie robiła na mnie wrażenie. Kosmetyki zajmowały co raz to nowe pudła, miejsce w szafie i pojemnik na pościel w łóżku. Próbowałam kilka razy zerwać z nałogiem organizując miesiące lub tygodnie niekupowania, ale było mi bardzo ciężko i próbowałam jak mogłam by choć jedna nowa rzecz trafiła do mojej kolekcji. Zaczęłam też spisywać ilość kupionych i zużytych kosmetyków, tworzyłam statystyki, ale nie dawało to wiele. Kupowanie było silniejsze ode mnie i każda możliwość robienia zakupów była dobra ( stacjonarne, przez Internet ). Po pewnym czasie byłam bardzo zmęczona zakupami, ale wciąż kupowałam nowe kosmetyki. Daty ważności goniły jak szalone, miałam coraz więcej kosmetyków przeterminowanych lub pootwieranych, które zajmowały miejsce w łazience czy szafie. To było przerażające. Wydawałam coraz więcej na kosmetyki i znosiłam do domu coraz więcej opakowań. Najgorszy był maj 2013 kiedy to na zakupy kosmetyczne wydałam 400 złotych. Byłam w szoku po zaliczeniu rachunków, bo zaczęłam tracić kontrolę nad wydatkami. Najgorsze było jednak nie to ile wydałam pieniędzy, ale to że tylko w jeden miesiąc stałam się bogatsza o ponad 100 sztuk nowych kosmetyków. Czy możecie sobie wyobrazić to składowisko kosmetyków? Miałam w domu prawdziwą drogerię! 

Wtedy też postanowiłam ze muszę z tym skończyć, bo zrobiło się to niebezpieczne. 
Robiłam wszystko by zerwać z zakupoholizmem i udało mi się!  Ciężką praca, nierzadko ze łzami w oczach pokonałam nałóg kompulsywnego kupowania kosmetyków. Nie było łatwo...

Dlaczego o tym piszę? Bo teraz wszyscy zachwycamy się minimalizmem. Czytamy książki o minimalizmie, blogerki opisują jak mieć mniej. Inspirujemy się tym, oczyszczamy przestrzeń. Stało się modne mieć mniej, a nikt ni pomyślał o osobach uwikłanych w nałogu posiadania wielu rzeczy. Zakupoholik z dnia na dzień nie stanie się minimalistą choćby bardzo tego pragnął. Zrywanie z nałogiem kupowania to długotrwały proces. U mnie trwało to około dwóch lat i nadal muszę się ograniczać podczas zakupów ubrań czy kosmetyków. To tak jak z alkoholizmem, niby się z tego wychodzi, ale wystarczy kieliszek po latach i nałóg może bardzo szybko powrócić. 

Mam pomysł na cykl postów o zakupoholizmie, a właściwie o drogach wyjścia z niego. Ja stoję już po wygranej stronie, więc myślę, że mogłabym pomóc tym, którzy są na początku drogi do minimalizmu.

Chciałabym na blogu opisać swoje metody walki z tym nałogiem, bo wiem że wiele osób jest uwikłanych w manii zakupów. Być może moje sposoby walki z zakupoholizmem pomogą komuś wyjść na prostą. Kto wie...

Jak sądzicie dużo osób uzależnionych jest od zakupów? Macie w swoim otoczeniu takie osoby? Myślicie, że cykl takich postów będzie pomocny? Dajcie znać w komentarzu.

piątek, 13 stycznia 2017

Szlachetny krem do twarzy śliwkowo-różany z koenzymem Q10 - DIY

Od dawna przymierzałam się do zrobienia kremu do twarzy, ale zawsze coś stawało mi na drodze i nie mogłam na spokojnie zabrać się do działania. Któregoś dnia spontanicznie podjęłam decyzję, że oto dziś wykonam krem i tak jak postanowiłam, tak też zrobiłam. Mój krem jest szlachetny, ponieważ użyłam oleju z pestek śliwki i róży rdzawej. Dodatkowo krem wzbogaciłam koenzymem Q10, aby działał przeciwzmarszczkowo. Bardzo dobrze się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy. Stosuję go na noc na twarz i okolice oczu. 

Jesteście ciekawi przepisu? Zapraszam na dalszą część wpisu.




Składniki:
Faza olejowa:
  • 7,2 g oleju śliwkowego naturalnego (miałam ten ze strony zrob sobie krem - KLIK )
  • 13,2 g oleju z róży rdzawej nierafinowany
  • 4,2 g biobazy emulgującej np takiej z Ecospa - KLIK
Faza wodna:
  • 30 ml naparu z rumianku
Dodatkowo:
  • eko konserwant - 1 g (np. z Ecospa)
  • koenzym Q10 plus E (z Ecospa) - 5 kropli
  • olejek eteryczny np. różany


Dlaczego wybrałam takie oleje?

Mam cerę mieszaną, więc tłuste i bardzo treściwe kremy nie są dla mnie. Chciałam wykonać krem, który nawilży i odżywi skórę, ale również będzie dobrze się wchłaniał i nie będzie zbyt ciężki.

Olej z pestek śliwki bardzo łatwo wnika w naskórek i nie pozostawia tłustej warstwy. Nadaje produktom zapachu owocowego, działa jako emolient i środek przeciwutleniający. Polecamy do stosowania w produktach do skóry dojrzałej, wrażliwej i suchej. W produktach do ust nawilża, ujędrnia usta.

Olej z owoców róży jest bogaty w niezbędne nienasycone kwasy tłuszczowe, witaminy i minerały. Posiada naturalne właściwości antyoksydacyjne i lekko ściągające. Olej ten wykazuje poprawę elastyczności skóry, ułatwia regenerację komórek, zwalnia procesy starzenia skóry. Zmniejsza ilość powstających zmarszczek, zmniejsza zbliznowacenia. Olej z róży znajduje zastosowanie w produktach do pielęgnacji skóry dojrzałej, wrażliwej i uszkodzonej (także przez opalanie) - wspomaga proces łuszczenia się skóry, hamuje proces starzenia. Nadaje się także do skóry tłustej o skłonności do trądziku.

Źródło - zrobsobiekrem.pl

Postawiłam na napar z rumianku w fazie wodnej, ponieważ rumianek działa łagodząco na skórę i jest zalecany nawet w przypadku bardzo wrażliwej cery.



Jak wykonać krem?

1. Przygotowujemy stanowisko pracy, wszystkie składniki i akcesoria (waga, termometr np taki (KLIK), 2 miseczki, szklanka, garnek z wodą do kąpieli wodnej, łyżka, mikser lub blender)

2. Oleje i biobazę emulgującą odmierzamy na dokładnej wadze. Podczas przygotowywania kremu ważna jest precyzja i dokładność. Miseczkę z fazą olejową wkladamy do garnka z wodą i podgrzewamy na wolnym ogniu aż do całkowitego rozpuszczenia się biobazy. Biobaza rozpuszcza się w temperaturze ok 60 stopni.

3. W szklance zaparzamy rumianek, kiedy lekko ostygnie odmierzamy 30 ml i przelewamy do miski w której później będziemy miksować krem.

4. Zestawiamy z ognia fazę olejową i sprawdzamy termometrem temperaturę olejów i naparu z rumianku. Obie fazy muszą mieć taką samą temperaturę. Jeśli temperatury różnią się, trzeba podgrzać lub ostudzić delikatnie fazy.

5. Mikser lub blender wkładamy do fazy wodnej i zaczynamy miksować. Wolnym strumieniem dolewamy fazę olejową, ciągle mieszając na małych lub średnich obrotach. Z początku nasz krem będzie miał postać mleka, potem gęstej śmietany. Miksujemy krem przez około 2 minuty.

6. Odstawiamy mikser i mierzymy temperaturę kremu. Kiedy temperatura kremu spadnie do około 40 stopni dodajemy koenzym Q10 z witaminą E i konserwant. Bez niego krem będziemy musieli trzymać w lodówce i termin ważności skróci się do ok 7 dni. Dodając eko konserwant krem nie zepsuje się przez około roku czasu, więc warto się nad tym zastanowić. Można też dodać olejek eteryczny, ja z niego zrezygnowałam, ponieważ oleje ze śliwki i róży mają swoje naturalne piękne zapachy.

7. Nasz krem jest gotowy. Przekładamy go do wyparzonych wcześniej słoiczków.

Ze składników podanych wyżej przygotujemy 50 ml kremu.

I jak wam się podoba mój szlachetny krem do twarzy i okolic oczu? Zachęcam was do samodzielnego ukręcenia kremu. Satysfakcja jaką mamy po jego wykonaniu jest bezcenna!


poniedziałek, 9 stycznia 2017

8 sposobów na zaoszczędzenie czasu podczas sprzatania w domu

Sprzątać musi każdy, ale nie każdy to lubi. Są tacy, co chodzą ze szmatką po domu w ramach hobby i tacy, dla których to przykry obowiązek. Dziś chcę przedstawić wam moje pomysły jak zaoszczędzić czas na sprzątaniu i ułatwić sobie to zadanie.



1. ODKŁADAJ RZECZY OD RAZU NA MIEJSCE 

To niby łatwe zadanie przysparza wielu osobom trudności. Po użyciu suszarki do włosów zamiast odłożyć ją na miejsce, wiele osób kładzie ją gdzie popadnie, tworząc przy tym chaos i bałagan. Kiedy odkładamy przedmioty na miejsce, nie mamy potrzeby ich sprzątania, oszczędzamy czas i co najważniejsze zawsze wiemy gdzie się one znajdują. 

2. NIE OTWIERAJ KILKU PRZEDMIOTÓW O TYM SAMYM ZASTOSOWANIU NA RAZ

Ta  zasada tyczy się przede wszystkim kosmetyków, środków czystości, żywności. Otwierając tylko po jednym.opakowaniu szybciej je zużyjemy i otworzymy kolejne. Nie ma sensu rozkładać w łazience trzech żeli pod prysznic i czterech odżywek do włosów.  Po pierwsze dlatego, że szybko nam się znudzą i będziemy chcieli otwierać kolejne, a po drugie każda z tych rzeczy wymaga przestawienia podczas sprzątania. Zobacz ile czasu zaoszczędzisz mając po jednej sztuce szamponu czy żelu. Nie musisz tracić czasu na przetarcie ich szmatką podczas mycia łazienki, kurz nie osadza się na opakowaniu.

3. SEGREGUJ TEMATYCZNIE PRZEDMIOTY

Ta zasada sprawdza się u mnie w kuchni, w koszyku z przyprawami. W jednym mam alfabetycznie ułożone przyprawy słone i ostre, a w drugim słodkie. Alfabetyczne ułożenie gwarantuje sprawniejszą pracę w kuchni. Nie wyjmuję wszystkich przypraw na raz, nie tracę czasu na ich szukanie. Oczywiście po użyciu przyprawy od razu trzymam się punktu 1 czyli odkładam torebkę na miejsce. Tematycznie przedmioty mamy też ułożone w komodzie. Akcesoria do szycia leżą w niciarce, obrusy na jednej konkretnej półce, a zapasy papieru czy ręczników papierowych także mają swoje konkretne miejsce. Taki sposób stosujemy też w lodówce. Nabiał zajmuje środkową półkę,  warzywa i owoce są w szufladzie, słoiki z dżemem czy sałatkami do obiadu zajmują miejsce na najwyższej półce. Takie ułożenie pomaga mi nawet w robieniu listy zakupów. Wystarczy że otworzę lodówkę i już wiem których produktów brakuje. 



4. SPRZĄTAJ MAŁE OBSZARY NA BIEŻĄCO 

Tej zasady trzymamy się z mężem szczególnie w łazience i kuchni. Od razu po umyciu rąk wycieramy blat z kropel wody, a w kuchni od razu po jedzeniu zmywamy naczynia. Nie odkładamy ich do zlewu w nadziei na umycie naczyń później. To raczej nigdy nie nastąpi , więc po co psuć sobie czas wolny po obiedzie, skoro można zmyć te 2 talerze od razu po odejściu od stołu. 

5. WIĘKSZE SPRZĄTANIE ZAPLANUJ RAZ NA MIESIĄC LUB RAZ NA DWA MIESIĄCE 

Ten punkt wykorzystujemy z mężem do generalnego sprzątania takiego jak mycie całej kuchni łącznie z szafkami w środku i na zewnątrz, układania ubrań w szafie na nowo itp. Na co dzień staramy się trzymać punktu 1 i 2 więc nie widzimy potrzeby poświęcenia całej soboty na sprzątanie co tydzień. Wolimy sprzątać na bieżąco, a w sobotę pójść na spacer niż poświęcać cały dzień na odgruzowywanie mieszkania.

6. NIE ROZJKLADAJ PRZEDMIOTÓW MAŁO UŻYTECZNYCH PO DOMU

Ten punkt dotyczy wszelkich durnostojek czyli figurek, szklanych kul, wygranych w loterii na wiejskim odpuście czyli rzeczy których zadaniem jest zbieranie kurzu. Zobacz ile czasu marnujesz na przeciętnie takich rzeczy z kurzu. Czy na pewno z nich korzystasz? A może po prostu stoją i czekają na lepszy czas? My w naszym domu nie mamy takich przedmiotów. Nie pełnią one żadnej istotnej funkcji a zajmują powierzchnię. Lepiej w ich miejsce postawić wazon ze świeżymi kwiatami. Przynajmniej nacieszą oko.

7. KAŻDY PRZEDMIOT POTRZEBUJE "DOMU"

Wpadliśmy z mężem na świetny pomysł. W łazienkowej szafce mamy trzy kosze. W każdym z nich są rzeczy,  których używamy. I tak w jednym koszu jest suszarka, prostownica,  szczotka jonizująca i lakier do włosów, czyli ogólnie mówiąc akcesoria do włosów. W drugiem koszu są kosmetyki mojego męża, a w trzecim moje kosmetyki. Tym sposobem nie rozkładamy rzeczy na blacie w łazience. Nożyczki w naszym domu mają swoje jedno konkretne miejsce. Są w szufladzie ze sztućcami. Plastikowe pojemniki na żywność mają swoje miejsce w jednej szafce a pucharki na lody osobną półkę w witrynie. Takie rozmieszczenie gwarantuje nam szybkie znalezienie przedmiotu, który potrzebujemy i łatwość w sprzątaniu.

8. NIE GROMADŹ RZECZY KTÓRYCH BYĆ MOŻE KIEDYŚ UŻYJESZ.

Tu ukłon w stronę wszelkiego rodzaju pudełek po sałatkach, kubkach plastikowych po coli z kina i innego rodzaju unikalnych przedmiotów, które być może nam się przydadzą za miesiąc lub dwa.  Lepiej zainwestować w dobrej jakości plastikowe lub szklane pojemniki na żywność niż składować te jednorazowe. Są niehigieniczne, marnej jakości i zapewne nigdy ich nie użyjemy.  Jedyne co robią to zajmują nam miejsce w szafce. 

To moje sposoby na ułatwienie pracy i sprzątania w domu. A jakie są wasze patenty na oszczędność czasu?

piątek, 6 stycznia 2017

Witaj w 2017 roku. Moje blogowe plany na bieżący rok.

Witaj w 2017 roku! Mam nadzieję że tak jak ja weszłaś w ten rok z nową energią i planami do zrealizowania. Co roku w Sylwestra robię podsumowanie mijającego roku i snuję plany na rok kolejny. 2016 rok był w moim życiu bardzo przełomowy. Zamieszkaliśmy z mężem we własnym mieszkaniu i powiększyła nam się rodzina. To był naprawdę bardzo dobry rok. Także w pracy i w sprawach blogowych nie mogę narzekać. Mam nadzieję że i ty jesteś zadowolona z poprzedniego roku. 

Nowy 2017 rok już jest z nami, a więc postanowienia i plany również. Mam ich sporo i wierzę, że przynajmniej część z nich będzie zrealizowana. Będę nad tym pracować. 

Pewnie jesteś ciekawa co planuję na ten rok na blogu. Przede wszystkim chciałabym pisać regularnie. Nie jest to jednak takie łatwe, bo małe dziecko wymaga ciągłej opieki i zaangażowania ze strony rodzica. Zawsze kiedy już siadam do komputera z myślą o napisaniu artykułu, moja córka budzi się i domaga zwrócenia na nią uwagi. Mam jednak pewną strategię, którą chcę wdrożyć w życie. Może uda mi się wygospodarować więcej czasu i zacząć pisać regularnie.

Chciałabym też poruszyć na blogu temat dla mnie bardzo ważny, na który dotąd nie miałam odwagi. Założyłam nawet specjalnie drugi blog, aby tam przelewać na "papier" swoje przemyślenia. Niestety brak czasu szybko zweryfikował moje zamiary na prowadzenie dwóch blogów. Poza tym zaczynanie blogowania od zera jest bardzo trudne i demotywujące. Głównie dlatego, że dopóki nie masz czytelników, piszesz tak naprawdę do ściany. Pisanie w próznię jest tym bardziej przykre jak ma się juz wieloletnie doświadczenie w pisaniu w sieci. Tak więc trochę nieśmiało postanowiłam że zacznę tu, w Wielkim Kufrze pisać na temat, który dotyczy mnie od 2009 roku. Temat trochę wstydliwy ale wiem, że wiele osób boryka się z nim. Ja już od dłuższego czasu jestem po wygranej stronie, więc mam więcej śmiałości by o tym mówić i pisać. Mimo wszystko proszę o wyrozumiałość.

Co jeszcze mam w planach? Na pewno na blogu pojawią się nowe przepisy na naturalne kosmetyki, bo ta tematyka jest mi bardzo bliska. Chciałabym też by na blogu zagościła tematyka naturalnej pielegnacji dziecka, bo taką pielęgnację stosujemy z mężem u naszej Agatki. Oczywiście będą też warsztaty naturalnych kosmetyków. Mam też w planach zrecenzować kilka książek i poruszyć temat naturalnego życia w zgodzie z przyrodą, samym sobą i swoimi przemyśleniami.Oby tylko czasu starczyło na to wszystko.

A teraz nie pozostaje mi nic innego jak zaprosić was do odwiedzania mojej strony tutaj na blogu jak i na FB (Wielki Kufer) i Instagramie (monika_wielkikufer.pl)

niedziela, 25 grudnia 2016

Świąteczna świeca pachnąca miodem - DIY

Święta w moim domu pachną piernikiem, pomaranczami i miodem. Te zapachy pochodzą nie tylko z kuchni. Lubię kiedy pachnie cały dom, dlatego w okresie świąt przygotowuję własnoręcznie pachnące świece z prawdziwego naturalnego wosku pszczelego. Wosk pochodzi od pszczelarza ze wsi na Lubelszczyźnie. Pachnie obłędnie miodem! Przygotowanie świecy jest bardzo proste, a jest to nie tylko miły dla oka przedmiot, ale też fajny prezent dla kogoś bliskiego z okazji świąt.




Do przygotowania świecy potrzebujemy czysty, naturalny wosk z pasieki (najlepiej kupić go bezpośrednio od pszczelarza ale można też kupić wosk na allegro), knot, filiżankę, dwa patyczki do szaszłyków i dwie gumki recepturki. Oprócz tego mozna ozdobić świecę ziarnami kawy, suszonymi plastrami pomarańczy czy goździkami. 

Roztapiamy w kąpieli wodnej wosk a do filiżanki wkładamy dodatki dla ozdoby. Między dwa patyczki do szaszłyków wkładamy knot i z dwóch stron wiążemy patyczki gumkami. Chodzi o to, by knot nam nie wypadł i nie przemieszczal się w filizance. Zawieszamy knot na filiżance i chochelką wlewamy roztopiony wosk. Kiedy zastygnie, możemy zapalić świecę. Zapach miodu, który ulatnia się podczas palenia świecy bardzo relaksuje i tworzy niezastąpioną atmosferę. Bardzo wam polecam przygotowanie takiej świecy.