wtorek, 30 sierpnia 2016

Podsumowanie sierpnia - ciekawe spotkania, inspirujący blog, moja droga do luksusowego minimalizmu

Sierpień minął jak pstryknięcie palcami, a ja witam wrzesień będąc w 38 tygodniu ciąży. W każdej chwili moje życie może diametralnie się zmienić, bo pojawi się na świecie mały człowiek. Zapewne na jakiś czas blog zwolni swoje tempo, choć przyznam, że bardzo mi zależy na przygotowaniu postów na zapas. Mam nadzieję, że uda mi się temu podołać i nowe wpisy będą pojawiać się przynajmniej raz w tygodniu. 

Póki co chciałabym podsumować sierpień, bo wydarzyło się naprawdę sporo. 

Ciekawe spotkania


W mijającym miesiącu uczestniczyłam w dwóch bardzo ciekawych spotkaniach. Jedno odbyło się w gdyńskim Slow Cafe i dotyczyło chorób tarczycy. Pisałam o nim TU i gorąco was zachęcam do skorzystania z kolejnych edycji tego spotkania. Okazja ku temu już 2 września w Gdańsku i 29 września w Gdyni. Odsyłam was na Facebooka, do poszczególnych wydarzeń: Gdańsk (KLIK), Gdynia (KLIK).


Drugie wydarzenie dotyczyło naturalnego pieluchowania niemowląt. Wspominałam o tym TUTAJ. Temat bardzo ciekawy, mam ochotę spróbować, ale myślę, że nie w pierwszym miesiącu życia dziecka. Chciałabym najpierw nauczyć się obsługi dziecka by potem na spokojnie podejść do tematu pieluch wielorazowych. Na tą chwilę nie czuję się na siłach, by już od pierwszej doby życia mojej córeczki podejmować się wyzwania jakim jest korzystanie z pieluch wielorazowych. Druga sprawa, że mam zapas pieluch jednorazowych (kupionych i wygranych w konkursie Pampers) i muszę najpierw je zużyć. Czas pokaże co wyjdzie z wielopieluchowania choć muszę przyznać, że kolorowe otulacze są przepiękne!

Inspirujący blog


W sierpniu znów natrafiłam na ciekawy blog. Tym razem nie na temat minimalizmu czy ekologii, a blog dotyczący oszczędzania pieniędzy. Tak się składa, że zaczynam samodzielnie prowadzić gospodarstwo domowe więc wszelkiego rodzaju triki jak zaoszczędzić, nie tracąc na jakości życia, bardzo mi się przydadzą. Polecam serdecznie blog Oszczędnickiej, która stworzyła fantastyczny plan dla czytelników: "Ogarnij swoje finanse w 52 tygodnie". Wiem, że pewnie część z was powie, że mamy już wrzesień, więc pół roku zleciało i nie opłaca się zaczynać oszczędzać. Wiem, że już pół roku zleciało a program Oszczędnickiej przewidziany jest na rok (na każdy tydzień nowy krok), ale z drugiej strony lepiej zacząć późno niż wcale. Ja mam zwiększoną motywację by zacząć wdrażać w życie plan i zaczynam już od dziś. Być może uda mi się część kroków przejść szybciej ( np 2-3 w tygodniu), a części jak np wypełnianie PIT już nie zrobię, ale chyba najważniejsze jest by w ogóle zacząć działać. Jesteście ciekawi moich efektów? Podejmiecie wyzwanie razem ze mną?

Moja droga do luksusowego minimalizmu (2 miesiąc)

Sierpień to już drugi miesiąc mojej drogi do luksusowego minimalizmu. Przeprowadzka do nowego mieszkania dobiega ku końcowi i to uzmysłowiło mi jak wiele rzeczy (często niepotrzebnych) jeszcze posiadam i jak wiele pieniędzy na nie wydałam. Przede wszystkim tona ubrań, często nowych, z metkami, założonych 1-2 razy. Na drugim miejscu nadal są kosmetyki, potem książki i inne drobiazgi. Nowa szafa ma ograniczoną pojemność więc sporo rzeczy oddałam lub wyrzuciłam. Nadal jednak mam za dużo rzeczy i minie jeszcze sporo czasu zanim wyjdę na prostą. Skupiam się jednak na tym, by systematycznie przeglądać rzeczy, które posiadam, znajdować dla nich nowych właścicieli. Nie użalam się, że mam za dużo i nie wiem co z tym zrobić, bo to do niczego nie prowadzi. Muszę wypić to piwo sama, bo to najlepiej uzmysłowi mi jak wiele pieniędzy poszło na marne i co mogłam za to innego kupić albo ile mogłam zaoszczędzić. 

Jeśli znacie kogoś kto jest w potrzebie i komu mogłabym podarować ubrania (rozmiar 36-40) lub kosmetyki - dajcie znać w komentarzu. Najlepiej byłoby gdyby ta osoba/rodzina pochodziła z Trójmiasta i mogła samodzielnie odebrać rzeczy. Pod koniec ciąży ciężko jest mi cokolwiek transportować czy nosić. 



W sierpniu mogę pochwalić się sporą ilością oddanych/ wyrzuconych rzeczy. Z mojej przestrzeni zniknęły:
  • 4 płaszcze i kurtki (jesienno-zimowe) - wrzuciłam do kontenera na odzież
  • 4 pary butów - wrzuciłam do kontenera na odzież
  • 3 kubki - oddałam
  • 5 torebek - wrzuciłam do kontenera i oddałam konkretnej osobie
  • rajstopy/ skarpetki i paski - zniszczone, zdekompletowane - wyrzuciłam
  • kilkanaście kart lojalnościowych i rabatowych, które straciły ważność lub nie korzystam z usług danego sklepu - wyrzuciłam
  • notatki z kursów językowych, szkoleń - wyrzuciłam
  • 2 marynarki - oddałam konkretnej osobie
  • 3 kremy do twarzy ze starą datą ważności - wyrzuciłam
  • tona makulatury, starych gazet itp  - wyrzuciłam
  • kilka słoiczków po kremach  - wyrzuciłam
  • bielizna (kilka sztuk)  - wyrzuciłam

We wrześniu chcę kontynuować porządki i dodatkowo postaram się zaoszczędzić jak najwięcej realizując plan Oszczędnickiej - "Ogarnij swoje finanse w 52 tygodnie".

Jak minął wasz sierpień?

niedziela, 28 sierpnia 2016

Zaproszenie na ciekawe spotkanie na temat chorób tarczycy

Wiele osób boryka się z problemami tarczycy i nie za bardzo wie jak sobie z tym problemem radzić. Czekamy w kolejce do endokrynologa, płacimy duże pieniądze za prywatne wizyty. Zwiększamy dawkę leków i biernie czekamy na rozwój wydarzeń. Lepiej na pewno nie będzie i w końcu godzimy się z myślą, że do końca życia będziemy przyjmować Euthyrox, Letrox lub inne pochodne.

A gdyby tak ktoś wskazał nad drogę jak pokonać choroby tarczycy lub złagodzić je? Brzmi jak w bajce? A może jednak nie.

Źródło

Tydzień temu byłam na bardzo ciekawym spotkaniu odnośnie chorób tarczycy. Spotkanie odbyło się 18 sierpnia w Klubokawiarni Slow Cafe w Gdyni i poprowadziła je Julita Kordońska - terapeuta żywieniowy. Julita ma bardzo dużą wiedzę na temat hormonów, które często potrafią nieźle namieszać w naszym życiu. Do tego ma niesamowity dar przekazywania wiedzy (niełatwej, bo medycznej) w prosty i bardzo przystępny sposób. Spotkanie dotyczyło problemów z tarczycą - niedoczynność, nadczynność, choroba Hashimoto. Okazuje się, że co druga, może trzecia z nas boryka się z problemami z tarczycą. Często dowiadujemy się o tym przypadkiem np. nie mogąc zajść w ciążę, kiedy waga nagle zaczyna gwałtownie spadać lub rosnąć, jesteśmy rozdrażnione lub nazbyt ospałe, mamy problemy z cerą, wypadającymi nadmiernie włosami itp. Julita wytłumaczyła nam, że mamy ogromny wpływ na to jak rozwinie się u nas choroba tarczycy. Tylko w 25% problemy z tarczycą to wina genów i na to nie mamy wpływu. Ale aż w 75% sami decydujemy o tym czy choroba się rozwinie czy nie  i w którą pójdzie stronę. Możemy biernie czekać i zwiększać dawkę leku lub zacząć działać i spróbować złagodzić objawy lub nawet je wyeliminować.

Na spotkaniu Julita nie namawiała nas do zwiększania dawki leku i poddania się chorobie,  ale do zastanowienia się z czego ten problem z tarczycą wynika.Często warto zacząć od siebie, zrobić porządek w diecie, uporządkować styl życia, zacząć panować nad stresem by zacząć współpracować z dolegliwością, a ostatecznie ją pokonać. Dieta ma ogromny wpływ na funkcjonowanie naszych organów, problem nieszczelnego jelita, brak odporności i zbyt duża ilość toksyn także. Podczas spotkania Julita podaje wiele ciekawych rozwiązań i przepisów, także kulinarnych, które mogą pomóc w walce z chorobami tarczycy. Namawia do zmiany stylu życia by nie poddać się chorobie a wręcz przeciwnie zwalczyć ją.

Ja wyniosłam ze spotkania ogromną dawkę wiedzy i wiele pomysłów jak można samodzielnie w prosty sposób wprowadzić w życiu zmiany, by pomóc tarczycy w lepszej pracy, zyskać lepszą odporność, wzmocnić jelita. To naprawdę nie jest trudne!

Jeśli borykacie się z problemami z tarczycą gorąco zachęcam do uczestnictwa w spotkaniu. Będzie ku temu okazja w Gdańsku i Gdyni.

W Gdańsku już 2 września w Kameralnym Studio Jogi 
(Gdańsk Morena). Link do wydarzenia na Facebooku - KLIK

W Gdyni 29 września w Klubokawiarni Slow Cafe (Gdynia Wiczlino). Link do wydarzenia na Facebooku - KLIK

Oba spotkania są bezpłatne, więc tym bardziej warto skorzystać. Liczba miejsc jest mocno ograniczona więc warto się pospieszyć.

czwartek, 25 sierpnia 2016

Krem do oczyszczania twarzy Nivea

Niedawno recenzowałam 2 produkty Nivea - krem i serum. Recenzje możecie przeczytać TU i TU. Dziś także chciałabym zrecenzować produkt Nivea, tyle, że tym razem będzie to krem do mycia twarzy. 



Stosuję go podczas wieczornej toalety, kilka razy w tygodniu od ponad 2 miesięcy. Krem jest bardzo wydajny i starcza naprawdę na długo. Gęsty, wygląda jak krem do twarzy i pachnie typowo dla kosmetyków Nivea. Niewielką ilością (porcja orzecha laskowego) możemy umyć twarz, szyję i dekolt. 



Produkt bardzo dobrze się rozprowadza i dobrze oczyszcza twarz z codziennych zanieczyszczeń - kurz, resztki makijażu, sebum. Co bardzo ważne nie wysusza skóry i wiele razy złapałam się na tym, że po umyciu twarzy kremem  do oczyszczania Nivea nie muszę stosować już kremu na skórę. 

Wygodna forma tuby pozwala na łatwą aplikację kosmetyku i możemy wykończyć opakowanie do samego dna.

Co do składu to prezentuje się on następująco.



Co prawda jest w składzie, nawet wysoko parafina i wiele osób może ubolewać nad tym, mi jednak nie zaszkodziła i nie zapchała porów. Nie wyskoczyły mi żadne niespodzianki na twarzy więc nie mogę mieć żadnych zastrzeżeń.

Czy polecam?

Tak jeśli lubicie tego typu kosmetyki do mycia skóry. Wydajność mnie bardzo pozytywnie zaskoczyła, nawilżenie również. Jest to łagodny dla skóry kosmetyk, o dobrej dostępności (drogerie, hipermarkety) i w przystępnej cenie ok 15 zł

sobota, 20 sierpnia 2016

Wielorazowe pieluchy warto czy nie warto?

Dziś w gdyńskiej kawiarni Ciuciubabka miałam okazję uczestniczyć w bardzo ciekawym spotkaniu na temat naturalnego pieluszkowania niemowląt. Temat jak rzeka, ale bardzo interesujący i mający zwolenników jak i przeciwników. 

Źródło


Temat nie był dla mnie całkowitą nowością. Jakieś 2 lata temu zainteresowałam się tematem pieluch wielorazowych, kiedy to koleżanka, która w owym czasie była w ciąży bardzo chciała stosować tą metodę. Wtedy wydało mi się to bardzo ciekawe, trochę egzotyczne ale i pracochłonne. W końcu nasze mamy walczyły z tetrowymi pieluchami i wspominają to zazwyczaj jako koszmar. Tetra była jednak jednokolorowa, nijaka, inne były warunki życia i pracy z taką pieluchą. Dwa lata temu pobieżnie zgłębiłam temat pieluch wielorazowych ale teraz, kiedy jestem w ciąży temat powrócił do mnie i poważnie zastanawiam się nad zastosowaniem tej metody. 

Myśląc sobie o tej metodzie nie kojarzy mi się ona, tak jak może kojarzyć się naszym mamom, z katorżniczą pracą z tetrą - praniem, prasowaniem wiecznie niekończącego się stosu pieluch. Teraz mamy inne czasy i myśląc o wielorazówkach nie myślę w kategoriach koszmaru, ale bardziej postrzegam to jako ciekawe doświadczenie, życie w zgodzie z ekologią i naturalną pielęgnacją skóry dziecka. Dodatkowo pieluchy wielorazowe są przepiękne, kolorowe i cieszą oko. Składają się z kilku części, najprościej mówiąc ze specjalnych majteczek i wkładów i nie trzeba prać ich codziennie. W niektórych przypadkach wystarczy wymieniać jedynie wkład a majteczki można stosować kilkakrotnie. To także przemawia "za" spróbowaniem. 

Oczywiście są też haczyki w postaci kosztu takich pieluch. Na początku musimy nieco zainwestować w zestaw "majteczek" i wkładów, ale to bardzo szybko nam się zwróci i na pewno dużo zaoszczędzimy używając wielorazówek niż kupując po paczce zwykłych pieluch jednorazowych.

Jestem ogromnie ciekawa tej metody, nie mam jednak w tej dziedzinie doświadczenia a samo spotkanie oprócz rozbudzenia mojej ciekawości na razie nie niesie za sobą doświadczenia ze stosowania takich pieluch. 

Dlatego też powstał ten post i mam pytanie do was. Czy stosowałyście wielorazowe pieluchy? Jeśli tak to jakie są wasze opinie, doświadczenia? Może znacie kogoś kto stał się maniakiem wielorazówek? Może macie jakieś cenne wskazówki, które warto znać przed zakupem zestawu pieluch wielorazowych. Za każdą cenną uwagę dziękuję, pomoże mi ona w podjęciu decyzji na temat pieluch dla dziecka. 


środa, 17 sierpnia 2016

Przydasie w jednym miejscu - moja droga do luksusowego minimalizmu

Pisałam na początku sierpnia o podjęciu wyzwania jakim jest oczyszczanie przestrzeni. Nazwałam to drogą do luksusowego minimalizmu. O tym możesz przeczytać tutaj: KLIK. Muszę przyznać, że idzie mi całkiem nieźle i już pozbyłam się wielu rzeczy. Gazety i przeróżne katalogi poszły do kosza na makulaturę, część perfum udało mi się sprzedać, a część ubrań przekazałam dalej. Posegregowałam też dokumenty i umowy. Staram się na bieżąco segregować rzeczy, niczego nie odkładać na później, bo wiadomo, że później nie nastąpi nigdy. 



Podczas porządków znajduję przeróżne rzeczy tzw. przydasie - wstążki, guziki od konkretnych bluzek czy swetrów, ozdobne tasiemki i papier, agrafki, puzderka na biżuterię. Są to rzeczy przydatne tylko czasami np. kiedy idziemy na przyjęcie, ktoś bliski ma urodziny, oderwie się guzik od konkretnej bluzki itp. W sumie nie wiadomo do końca co zrobić z takimi rzeczami. 




Trzymać czy wyrzucać? Jeśli trzymać to gdzie, a jeśli wyrzucimy i zaraz okaże się, że guzik czy tasiemka są potrzebne? Szkoda czasu i pieniędzy na kupowanie nowych rzeczy tego typu, więc założyłam na przydasie jedno nieduże pudełko. Eleganckie z grubej tektury nie będzie szpecić, a zawartości nie widać. Włożyłam tam wszystkie niezbędne przydasie:

  • 2 pudełka na biżuterię
  • kilka materiałowych tasiemek w różnych kolorach
  • guziki ozdobne od bluzek
  • pompon 
  • ozdobny papier
  • sznurowadła
  • agrafki
  • gumki recepturki
  • folię bąbelkową
Zawsze kiedy nagle zajdzie potrzeba znalezienia gumki recepturki czy agrafki nie będę w panice szukać ich po kątach ale otworzę pudełko i po prostu wyjmę. Wszystko jest na swoim miejscu, jest czysto i przyjemnie.

A ty gdzie trzymasz takie drobne przedmioty?